fbpx
Przejdź do treści

„Coaching” – A co to ma ze mną wspólnego?

Czytam “Przywództwo. Złote zasady” Johna C. Maxwella.

„Coaching” - A co to ma ze mną wspólnego?

Ważne jest to, czego potrzebuje. Niby proste. Dużo trudniej dociec tego, co mi jest potrzebne i jak to pogodzić z innymi koniecznościami.

 

No i mógłbym już zakończyć dopowiadając, że tu się przydaje towarzystwo coacha.

 

Zaraz zaraz, ale co to ma do mnie? Jak towarzyszenie może wpłynąć na moje potrzeby?

 

A więc tak. Kiedy ja mam w głowie i emocjach zamęt, staram się wychwycić najbardziej znaczące elementy konfliktu. Często bywa, że samo to nie pomaga. Wtedy potrzebuje opowiedzieć to wszystko osobie, której ufam.

 

I tu właśnie przydaje się prawdziwy coach, który potrafi mądrze słuchać i słyszeć. Nie tylko słowa, ale i emocje. Kiedy ja opowiadam, chcę akceptacji dla tego, co się we mnie dzieje. To jest warunek konieczny, żebym się nie usztywnił, tylko zaczął twórczo transformować.

 

Tworzy się przestrzeń do zadawania trudnych pytań. Trudnych, ale i dotykających coraz bardziej istoty problemu.

 

Niektóre tematy budzą sprzeciw: „Nie chcę tego ruszać”. Ale wtedy pomaga porozumienie pełne wrażliwości i otwartości oraz szczerość. W takich sytuacjach doświadczam jak powoli coś puszcza.

 

W drogę w nieznane trudno iść w pojedynkę. Często jesteśmy dla siebie wielce nieeksplorowanym obszarem. Jakoś zawsze brakowało czasu, a może i wiary w uzyskanie sensownej odpowiedzi na ważne pytania: Kim jestem? Jakie jest moje najgłębsze pragnienie? Co powoduje, że nie robię tego czego chcę?

 

Tak. Samemu w tej wędrówce łatwo się pogubić lub poddać. A wartość trudu szukania odpowiedzi jest ogromna. Bo chodzi o sens życia.

 

Każdy z nas jest inny i nie ma uniwersalnych odpowiedzi. Odpowiedź jest zaklęta w tym jedynym człowieku, któremu jest ona potrzebna. Ale jej wydobycie wymaga relacji z drugą osobą!

 

Dlatego chcę rozmawiać. Ostrożnie, bez ekshibicjonizmu. Na tyle, na ile jestem gotowy.

Przy drugim człowieku mogę określić, czego na teraz najbardziej mi potrzeba. Takiego kluczowego i realnego.

 

Potem pooglądać rzeczywistość. Co mam i co jest moim wsparciem? Co mi przeszkadza i co mnie blokuje?

 

W następnym etapie generuję rozwiązania. Bo to, co sam wymyślę jest moje i nienarzucone. Choć nieidealne, ale przeze mnie chciane. Trochę jak z miłością dwojga ludzi. I ta identyfikacja pozwala, bym stosował moją metodę wytrwale i z przekonaniem.

 

Kluczowe w tym procesie jest zestawienie wiary, że się uda z widzeniem swojej rzeczywistości. Bez lukrowania.

 

Potem ruszam do działania. I tak w kółko. Element po elemencie. Bo całość składa się właśnie z kawałków. Dopiero po czasie, patrząc w przeszłość okazuje się, jak te zmiany były kluczowe.

 

Na to, co ważne potrzebny jest czas. Istotne rzeczy nie pojawiają się od tak, po prostu. Przygotuj działania. Proszę, nie trać niepotrzebnie sił! To, co boli i jest trudne, niech się nie marnuje. Wyciśnij z tego swoją moc!

 

No i tylko tyle, albo aż tyle pomaga uruchomić coach. Bez niego łatwiej utknąć, albo co gorsza w ogóle nie wybrać się w drogę.

Wyruszając, nie wiesz gdzie dotrzesz. Natomiast jeśli tego nie zrobisz, nie dojdziesz prawdopodobnie nigdzie. Co najwyżej gdzieś wylądujesz.

 

Bardzo cię zachęcam, byś wyruszył, choć cel niejasny. Moje ukochane powiedzenie brzmi: „przygoda czai się za progiem”. Będę się cieszył, jeśli do tej przygody zaprosisz mnie jako coacha.

 

 

P.S.

 

Jest dla mnie źródłem siły oglądać, jak ludzie się zmieniają. Bardzo spodobało mi się określenie jednej z moich klientek, na naszą rozmowę prowadzoną przez telefon: „Czuję jakbym rozmawiała ze swoimi myślami.”

 

Daj sobie uwagę i porozmawiaj w końcu ze swoimi myślami. 🙂

 

Jeśli chcesz, zapraszam na coaching.